Szkocja, Szkocja i jeszcze raz Szkocja…

wpis w: Rozmowy ze smakiem | 0

Uwielbiam podróżować, pożyć choćby kilka dni rytmem odwiedzanego miejsca i poczuć jego klimat. Wtopić się na chwilę w lokalność, wypić kawę w najbliższej kawiarni, zrobić zakupy w pobliskim sklepie i spróbować lokalnych specjałów niekoniecznie tych przygotowywanych dla turystów.

Kilka miesięcy temu zajęta przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, zarówno tych wirtualnych jak i realnych, byłam w stanie udać się jedynie w „podróż kulinarną” na warsztaty do Justyny Wiśniewskiej i choć nie wybrałam się daleko, bo parę przecznic dalej, to bardzo się cieszę, ponieważ dostałam sporą dawkę kulinarnych inspiracji i poznałam osobę, która nie tylko świetnie gotuje, nie tylko sama lubi podróżować, ale również uwielbia organizować niebanalne podróże innym. Tak więc z przyjemnością przedstawiam w ROZMOWACH ZE SMAKIEM Justynę Wiśniewską, właścicielkę Biura Podróży lemon&lime.

315327_286509414699022_1205244151_n

V: Justyna, lemon&lime w tym roku obchodziło swoją 5 rocznicę, masz już spore doświadczenie w prowadzeniu biura, sprawdzone miejsca i wielu wiernych klientów, którzy za Tobą podążają w różne miejsca Europy. Czy pamiętasz kiedy i w jakich okolicznościach narodził się taki odważny pomysł, aby organizować innym podróże? Dlaczego właśnie nazwa „lemon&lime”?

J: Oczywiście, że pamiętam, chyba takich momentów się nie zapomina. Na studiach pracowałam w biurze podróży w moim rodzinnym mieście. Obsługiwałam klientów, doradzałam, tworzyłam programy, a czasami wyjeżdżałam. Pamiętam jak pewien klient powiedział: „Pani powinna otworzyć swoje własne biuro podróży”, uśmiechnęłam się tylko, bo wtedy chyba nawet o tym nie śniłam.

Po kilku latach trafiłam do jednej z prestiżowych agencji reklamowych, do działu turystyki. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam organizować swoje własne wyjazdy, tworzyć oferty i szukać klientów. Mój szef dawał mi dużo swobody i przyzwolenia na własne projekty. Po prawie dwóch latach spędzonych wśród wspaniałych ludzi, fantastycznego szefa, mój kolega – widząc moje zaangażowanie i pasję powiedział: „Justyna Ty powinnaś otworzyć swoje własne biuro”. Hmm tym, razem zatrzymałam się nad tymi słowami i pomyślałam, że  może to i dobry pomysł. Całe szczęście, że  na podjęcie decyzji miałam tylko tydzień; gdyby było więcej czasu nie wiem, czy bym się zdecydowała). Szybka decyzja i po tygodniu już miałam wniosek o rozpoczęcie swojej własnej działalności i wszystkie dokumenty potrzebne do otworzenia biura.

A jeśli chodzi o nazwę, to chciałam, aby była dwuczłonowa i anglojęzyczna więc padło na limonkę i cytrynę, które być może nie do końca odzwierciedlają podróże i turystykę, ale są bardzo pozytywne, aromatyczne i dobrze się kojarzą. Te pozytywne skojarzenia chciałam przenieść również na podróże.

V: Wiem o Twoich dwóch pasjach; o gotowaniu i o podróżach, które zresztą pięknie udało Ci się połączyć w aromatyczną i nieco zagadkową nazwę lemon&lime, ale zostawiając temat nazwy, czy jest jeszcze coś, co Cię pociąga?  Czy i jak znajdujesz na to czas?

J: Jak się wiele podróżuje, to na życie patrzy się trochę inaczej. Ja jestem ciekawa świata, ludzi, miejsc, zapachów, aromatów. Kocham podróże, gotowanie, uwielbiam spotkania z przyjaciółmi, pływanie i zajęcia pilates. Pociąga mnie taniec, choć jeszcze nie zapisałam się na żaden kurs. Lubię również uczyć się języków obcych, a ostatnio  kręcą mnie kajaki i żagle. Bardzo bym chciała zapisać się na rejs…

Jak znajduję na to czas? Czasami niestety muszę rezygnować z własnych przyjemności, zwłaszcza w sezonie, kiedy jest wiele spraw do załatwiania i wyjazdów. Często pomiędzy wyjazdami po prostu odpuszczam pracę, koniec i kropka. Potrzebuję czasu dla siebie, dla rodziny i na swoje hobby i wtedy świadomie rezygnując z pracy go mam. Okazuje się, że świat się nie zawala, a następnego dnia po prostu robię dobry plan działania. Tutaj nie ma czasu na rozczulanie się nad sobą, po prostu trzeba działać. Tak serio, to ciężko pracuję tylko od maja do października, następne pół roku mam zdecydowanie luźniejsze, mam więc czas na swoje przyjemności. Dodatkowo myślę o rozwoju biura i aktualnie poszukuję rzetelnych ludzi do współpracy. Chciałabym stworzyć dobry, sprawnie działający zespół – wtedy wiele zadań oddałabym współpracownikom i miałabym o wiele więcej czasu dla siebie i swoich innych pasji.

V: Prowadzenie swojej działalności, to różne momenty;  czy miałaś oraz czy możesz podzielić się tym najtrudniejszym w 5 letniej historii Twojego biura i jak ewentualnie on wpłynął na to, gdzie teraz jesteś ze swoim biznesem?

J: Kiedy prowadzisz taką działalność jak ja, jest wiele trudnych momentów, ponieważ ciągle pracujesz z ludźmi; klientami, kontrahentami, współpracownikami. Tak naprawdę ciągle się coś dzieje, a co więcej, wiele z tych rzeczy jest nieprzewidywalnych i trzeba reagować na bieżąco; zepsuty autokar, kontrahenci którzy nie dotrzymują umów, odpływający prom itp. ale do tego już się przyzwyczaiłam i wiem co zrobić w takich sytuacjach.   A TEN NAJTRUDNIEJSZY MOMENT? Po trzech latach prowadzenia Biura zamarzyło mi się posiadanie własnej kawiarni. Tak mam, że jak sobie coś postanowię, to robię, żeby nie wiem co się działo. Otworzyłam więc w moim rodzinnym mieście klimatyczne miejsce. Była pyszna kawa, dobre ciasto, mnóstwo warsztatów, spotkań…ale był jeden istotny problem; BYŁAM TYLKO JA SAMA. Myślałam, że sobie poradzę, prowadząc jednocześnie i kawiarnię, i biuro podróży, niestety nie udało się… Straciłam kilkadziesiąt tysięcy złotych i fantastyczne miejsce. Zabolało, ale to była duża dawka nowych doświadczeń, dzięki którym teraz nie popełniam różnych błędów. Poza tym, choć może się to wydać dziwne, dzięki tej porażce  nie boję się teraz nowych wyzwań i więcej ryzykuję.

Inne trudne momenty, które mają wpływ na to, gdzie teraz jestem ze swoim biznesem są dość prozaiczne: momenty ZMĘCZENIA. Pamiętajmy, że prowadzenie swojej ukochanej działalności, która jest na dodatek pasją, to również  ciężka praca. Tutaj za wszystko jesteśmy odpowiedzialni sami. Wszystkiego trzeba dopilnować, dopatrzeć. zdarza się, że jest to praca non stop. Przyznaję, że czasami dopada mnie kryzys, pomimo tego, że wyjazdy są fantastyczne a zadowoleni klienci wracają…To chyba po prostu zmęczenie materiału. Co wtedy robię? Odpoczywam, rzucam wszystko, daje sobie trochę luzu. Nie robię niczego na siłę.

V: Możesz wymienić 3 ulubione, ukochane miejsca gdzie byłaś i gdzie chciałabyś wrócić czy to z klientami, czy sama i dlaczego tam właśnie?

J: Szkocja, Szkocja i jeszcze raz Szkocja. Szkocja to zdecydowanie mój numer jeden. Dlaczego? Tam spotkałam fantastycznych ludzi, tam przeżyłam fantastyczny rok. Tam spełniam swoje marzenia o ciszy, spokoju, naturze. Ostatnio w kwietniu zabrałam do Szkocji kameralną grupę, pokazując im Szkocję, wtedy zastawiałam się właśnie dlaczego ją tak kocham. Wyobraź sobie, że jedziesz wąską drogą, nie mijasz zbyt często samochodów, mijasz natomiast zakręty, za którymi ukazują się coraz piękniejsze widoki. Nie ma tłumów, nie ma hałasu, nie ma zanieczyszczeń. Jesteś tylko Ty i potężna natura. Możesz rozkoszować się tym wszystkim. Tak też właśnie odbierają Szkocję Ci, którzy ze mną jeżdżą. Jako oderwanie się od rzeczywistości. Tam też na każdym kroku spotykam życzliwych ludzi, nie ma pośpiechu, nie ma takiego pędu. Jest spokój i relaks. Chciałabym to właśnie pokazać moim klientom. Pamiętam jak dość sporej grupie organizowałam wyjazd do Szkocji i w drodze opowiadałam jak pięknie będzie, zachwycałam się wszystkim co szkockie. Po powrocie już dowiedziałam się, że na początku zwyczajnie mi nie wierzyli, myśleli, że trochę dodaję kolorytu i ukwiecam swoje wypowiedzi. W tym roku tej właśnie grupie organizowałam wyjazd już po raz czwarty. Tym razem wprawdzie jechałam razem z tą grupą osób do Paryża, ale uczestnicy wyjazdu ciągle wspominali Szkocję, jako jedną z najpiękniejszych przygód. To miłe bardzo. Dlatego właśnie między innymi Szkocja, a na przyszłość szykuję wyjątkowe wyprawy po Szkocji właśnie.

DSC01548

V: Bardzo dużo podróżujesz, często osobiście sprawdzasz miejsca, gdzie potem jedziesz z klientami, bo bardzo lubią jak jesteś z nimi. Prowadzisz intensywny tryb życia, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym. Na wyjazdach po intensywnym dniu jeszcze pracujesz wtedy, kiedy inni już się relaksują. Jak odpoczywasz? Czy i jakie masz szybkie sposoby na regenerację?

J: Po pierwsze już umiem odpoczywać. Kiedyś wracałam z wyjazdów, po nieprzespanej nocy w autokarze i od razu zaczynałam nową pracę.Teraz wracam i idę spać. Później masaż, pilates, basen. Często też już nie gotuję, a idę z partnerem na miasto na dobrą kolację. Czasami idziemy do kina, potrzebuję oderwać swoje myśli, od pracy. A jeśli już mam duży kryzys, to po prostu jadę gdzieś poza Kraków, na kilka dni, bez komputera, tableta, bez pracy i uczę się sztuki leniuchowania. Podczas wyjazdów nauczyłam się dbać o siebie; jeśli tylko jest możliwość siadam w kawiarence i się relaksuję, podczas gdy grupa zwiedza jakieś muzeum lub ma wolny czas. Poza tym, co ważne,  o określonej godzinie idę spać, a jeśli jest ciężko, to na przykład dodatkowo zamawiam dla siebie masaż.

V: Jakie jest Twoje marzenie?

J: Moje marzenie, to mały domek, gdzieś w lubuskim wśród jezior i lasów.

V: Wiem, że świetnie gotujesz, co lubisz gotować? Jak organizujesz kwestię gotowania na co dzień i będąc w podróży? Czy trudno jest Ci zapanować nad zawartością lodówki?

J: Akurat tą kwestię mam świetnie zorganizowaną. Uwielbiam gotować zarówno szybkie potrawy jak i te, które wymagają czasu. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jestem bardzo dobrze zorganizowana w kuchni. Jak jestem w podróży, to oczywiście nie gotuję dla siebie. Czasami zdarza się, że gotuję dla uczestników wyjazdu. Natomiast jak jestem dłużej w domu to poza pierwszym dniem po powrocie przejmuję pałeczkę w kuchni i tam się realizuję. W sezonie letnim pomiędzy pakowaniem się na wyjazd robię przetwory z sezonowych warzyw i owoców żeby później jesienią rozkoszować się ich smakiem. Planuję posiłki tak, aby jak najmniej rzeczy lądowało w koszu, a  przed wyjazdem staram się, żeby w lodówce nie było dużo zbędnych rzeczy.

V: Czy możesz podać przepis na potrawę z kategorii szybkie, ale niespieszne, którą najbardziej lubisz gotować?

J: Jak to zazwyczaj bywa takich potraw jest mnóstwo i ciężko coś wybrać, ale gdybym po przyjeździe miała wizytę znajomych i musiała szybko coś przygotować, to zapewne byłoby to danie z kuchni włoskiej np. makaron z tuńczykiem i kaparami, jeden z moich ulubionych.

Składniki są następujące:
Puszka tuńczyka
Łyżka kaparów
Śmietanka 30%
Cebula
Papryczka chili w płatkach (szczypta)
Sól, pieprz (używam tylko tych ziarnistych)

Gotujemy w osolonej wodzie makaron najlepiej kokardki albo rurki. Na rozgrzaną patelnię wlewamy 2 łyżki oliwy, dodajemy pokrojoną w piórka cebulę i płatki chilli, smażymy przez chwilę. Następnie dodajemy odcedzonego tuńczyka w oliwie i kapary. Chwilę podsmażamy, dodajemy pół kubeczka śmietanki 30%, ponownie chwilę smażymy, i wreszcie dodajemy odcedzony makaron. Całość posypujemy startym parmezanem i doprawiamy świeżym pieprzem. SMACZNEGO!

V: Brzmi smacznie, a jaka jest Twoja ulubiona potrawa?

J: Chicken Tikka Masala no i muszę dodać brytyjskie śniadanie:-)

V: Jaki jest Twój przepis na sukces?

J: W tym momencie przychodzi mi tylko jedno zdanie, które promuje Agata Dutkowska w Latającej Szkole: „BÓJ SIĘ I RÓB!”

V: Dziękuję za rozmowę!

Print Friendly

Zostaw Komentarz