Pisania można się nauczyć…

wpis w: Rozmowy ze smakiem | 0

Poznalyśmy się prawie dwa lata temu na spotkaniu Creative Morning w Krakowie, ale dopiero po wielu miesiącach naszej znajomości uświadomiłam sobie, że to czym zajmuje się Maria idealnie odpowiada na moje potrzeby. Po niemal roku prowadzenia bloga i regularnego wysyłania do czytelników listów z mamucimi przysmakami czułam, że moje pisanie potrzebuje pomocy. Pracując z Marią zdziwiłam się, że tyle o pisaniu można powiedzieć. Uświadomiłam sobie również jak wiele mam jeszcze do zrobienia w tym obszarze. Najważniejszym odkryciem jednak było dla mnie to, że aby pisać trzeba pisać i że pisania można się nauczyć. Dzięki Marii zaczęłam odkrywać nieznany do tej pory dla mnie świat, a na jednym z pisarskich warsztatów przyszedł mi do głowy pomysł napisania książki z przepisami na Boże Narodzenie, który zresztą w bardzo krótkim czasie zrealizowałam.

Maria Kula, redaktor, prowadzi warsztaty i kursy pisania, pomaga ludziom pisać.

Maria Kula

V: Kiedy na Ciebie patrzę Maria,  przypomina  mi się opisujące Cię określenie użyte przez Dorotę Barczak-Perfikowską w książce, której jesteś jednocześnie redaktorem oraz jedną z bohaterek: „połączenie mola książkowego z trampem”. Aż się uśmiechnęłam kiedy je przeczytałam. Wydało mi się niezwykle trafne, zwłaszcza w kontekście miejsca gdzie się poznałyśmy prawie 2 lata temu, czyli spotkania Creative Morning z jednym z założycieli serwisu Lifetramp*. Jak się czujesz z taką charakterystyką; połączenie mola książkowego z trampem?

M: Myślę, że to bardzo urocze określenie i choć mam wrażenie, że nie opisuje mnie do końca, to bardzo je lubię. Jest w nim coś ciepłego i zwyczajnego. No i nikt, kto je usłyszy, nie będzie się spodziewał, że przyjdę na spotkanie w garsonce albo na szpilkach!

V: Czy marzyłaś o pracy redaktora? To dość rzadkie zajęcie w Polsce. Skąd się wziął taki pomysł i co trzeba zrobić aby zostać redaktorem?

M: Nie marzyłam. W ogóle czuję, że „redaktor” nie do końca pasuje do mojej pracy, bo ja robię trochę coś innego niż zazwyczaj się rozumie pod pojęciem „redaktor”. Ale nie znalazłam do tej pory innej nazwy, więc używam „redaktora”. A redaktorów w tradycyjnym rozumieniu tego słowa jest całe mnóstwo. Żeby zostać takim redaktorem jakim jest większość redaktorów, czyli pracować w prasie albo w wydawnictwie i redagować teksty trzeba pewnie studiować polonistykę albo edytorstwo nawet. Trzeba dużo czytać i uczyć się zasad poprawności językowej. No i jak orientować się w branży, w której chce się pracować – rynku książki czy czasopism i szukać możliwości współpracy. A jeśli mnie pytasz jak się zostaje tym, kim jestem – czyli czymś pomiędzy redaktorem, nauczycielem pisania, przewodnikiem dla pisarzy i jeszcze nie wiem kim, to nie wiem. Nie mam poczucia, że „kimś się stałam”, że nastąpił jakiś moment, w którym dostałam dyplom i od dziś byłam już tym „kimś”. Jestem sobą, a to co robię w mojej pracy jest nierozerwalnie związane z moimi doświadczeniami i wciąż się zmienia, bo ja się zmieniam. Teraz proponuję inne zajęcia, usługi niż dwa lata temu i niż rok temu.

V: Jak na swój młody wiek (33 lata) , masz już ogromne doświadczenie w tym co robisz. Redagowałaś książki, które  można obecnie znaleźć w księgarniach. Czy pomagasz autorom, z którymi pracujesz znaleźć wydawcę? Jakie to uczucie widzieć w księgarni książkę, nad którą pracowałaś wspólnie z autorem? Czy jesteś z siebie dumna?

M: Miło mi, że tak to widzisz, ale wcale nie uważam, że mam ogromne doświadczenie. Myślę, że ono jest w sam raz jak na to ile mam lat. Nie pomagam znaleźć wydawcy, bo nie jestem agentem – a to oni się tym zajmują. Kiedy widzę wydaną książkę, nad którą pracowałam, to oczywiście to jest bardzo miłe. Ale to nie są momenty w których jestem z siebie szczególnie dumna. Jestem z siebie dumna kiedy czuję, że daję z siebie wszystko. Jestem z siebie dumna kiedy nie dam się ponieść emocjom w niewłaściwych momentach. I jestem z siebie dumna kiedy z moich zajęć uczestnicy wychodzą z wypiekami na twarzy, szczęśliwi. Albo kiedy przestają mnie potrzebować – wtedy chyba jestem z siebie najbardziej dumna.

V: Ludzie piszą o różnych rzeczach. Dzięki temu dotykasz zapewne obszarów z odległych dziedzin, mniej lub bardziej dla Ciebie interesujących. Jak sobie radzisz z kwestiami merytorycznymi i ewentualnym znużeniem tematem?

M: Nie decyduję się na pracę nad książką, której temat jest dla mnie nudny!

V: Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

M: To, że duża jej część polega na wymyślaniu i tak samo duża na spotkaniach z ludźmi. To, że mogę toczyć prawdziwe rozmowy i głęboko poznawać ludzi, że w mojej pracy nie ma miejsca na small talk. I lubię też to, że wszystko zależy ode mnie, że sama wymyślam i decyduję jakie i kiedy zrobię zajęcia, ale że równocześnie moja praca jest pełna niespodzianek – bo nigdy nie wiem kto przyjdzie i co się wydarzy.

V: Prowadzisz liczne kursy pisania oraz warsztaty stacjonarne i wyjazdowe. Rok temu otworzyłaś Szkołę Pisania Powieści. Pracujesz indywidualnie z autorami. Prowadzisz jednoosobową działalność. Patrząc z boku, wydaje mi się, że jest tego dużo. To niekończąca się praca z ludźmi i z tekstami. Jak znajdujesz granicę ile pracować i skąd czerpiesz energię?  Jak odpoczywasz?

M: Dużo odpoczywam. Śpię, czytam książki, patrzę w niebo, zbieram kasztany na plantach, oglądam filmy, tańczę. Całkiem niedawno odkryłam sposób na to, żeby prowadzenie zajęć nie było dla mnie męczące. Bo kiedyś było, a teraz już nie jest. Było, bo wchodziłam w rolę nauczyciela i bycie w tej roli, jak w każdej roli, było męczące. A potem, obserwując mojego nauczyciela odkryłam, że on nie jest w roli, że on zawsze jest taki sam. I zrozumiałam, że kiedy prowadzę zajęcia nie muszę się spinać, żeby być kimś lepszym, że to kim jestem jest wystarczające.

V: A jak znajdujesz granicę ile pracować? Czy zdarza Ci się zatracić poczucie czasu na przykład kiedy czytasz czyjś tekst?

M: Nie, kiedy czytam tekst, to nie. Ale kiedy tworzę nowe zajęcia to tak. A już najbardziej na spotkaniu, kiedy wciągam się w rozmowę i wtedy cała nią jestem. Pracuję tyle, ile w danym momencie jest potrzebne, na ile mam siłę, ile chcę. Czasami bardzo dużo, a czasami wcale.

V: Twoje propozycje rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Z reguły trzeba się szybko decydować, aby móc z Tobą pracować, albo czekać w kolejce na kolejną edycję. Niesamowite dla mnie jest to, że tak dużo ludzi chce pisać z jednej strony, a z drugiej, że tak dużo ludzi ma z pisaniem problem, pomimo wielu lat edukacji. Z czego mogą wynikać obie sytuacje?

M: Ale której edukacji? Bo ja nigdzie nie widziałam żadnej pisarskiej edukacji. Ani nie znam nikogo, kto by taką edukację przeszedł. Co masz na myśli?

V: Mam na myśli oczywiście edukację szkolną i lekcje języka polskiego. Patrzac na moje dzieci teraz może mniej się pisze, ale za moich czasów trochę wypracowań trzeba było napisać. Jednak mimo wielu godzin nauki dużo ludzi ma kłopot z pisaniem, a jednocześnie pojawia się ogromna potrzeba pisania. Dlaczego ludzie piszą? Chcą być sławni?

M: O lekcjach polskiego, które byłyby pisarską edukacją nie słyszałam. Ja miałam w podstawówce super polonistkę, która zachęcała nas do twórczego pisania, ale nie dawała wskazówek, tylko wolną rękę. Nikt nie uczy w szkole jak np. napisać dobry opis albo dialog. Albo ciekawy artykuł na bloga. I nie słyszałam jeszcze żeby komuś pisanie rozprawek na nudne tematy jakkolwiek przydało się w twórczości pisarskiej. Więc tego pisania wypracowań ze szkoły w ogóle nie łączę z pisaniem, którego ja uczę. Wiele godzin nauki na jaki temat? Motywów śmierci w literaturze pozytywizmu? A co to ma wspólnego z twórczością? Ludzie chcą pisać z bardzo różnych powodów, myślę, że chęć sławy to marginalna część.

V: Regularnie czytam Twoje listy o pisaniu. Jesteś dla mnie uosobieniem wolności. Mam takie przekonanie, że jak czegoś chcesz,  to chowasz wszelkie obawy do kieszeni i to robisz. Czy zgodzisz się ze mną?

M: Nie wiem czy chowam je do kieszeni. Raczej biorę pod pachę i skaczę albo daję nurka.

V: Czy możesz zdradzić jakie masz plany zawodowe na najbliższe miesiące?

M: Oczywiście! Właśnie ogłaszam trzy całkiem nowe rzeczy: Klub Pisarski Online – internetową społeczność dla osób chcących pisać, Pisarskie Niedziele, które cyklicznie będą odbywać się w Krakowie i weekendowy Kurs Pisania z Romą Ligocką.  Wszystkie trzy nowości sprawiają mi dużo frajdy, bo to moje nowe pomysły, a ja lubię realizować nowe pomysły.

V: Skąd pomysły na takie warsztaty, czy możesz powiedzieć o nich coś więcej?

M: Klub Pisarski online wziął się z potrzeb moich klientów i czytelników moich listów o pisaniu – co jakiś czas, systematycznie, od samego początku dostawałam pytania kiedy będzie „coś online” od osób, które do Krakowa mają za daleko, często mieszkających zagranicą. Pisarskie Niedziele są wynikiem moich doświadczeń w prowadzeniu warsztatów przez ostatnie kilka lat i obserwacji, czego najbardziej potrzebują uczestnicy zajęć, co jest dla nich największą wartością i też tego, w czym ja się najlepiej czuję i co sprawia mi największą satysfakcję. Natomiast Kurs Pisania z Romą Ligocką, to pierwszy kurs z pisarzem, który organizuję. Miałam wielką przyjemność poznać panią Romę i odkryć jaka jest niesamowita i jak wiele ma to powiedzenia na temat twórczości i literatury. I jak mogłam nie zrobić z nią kursu?

Maria Kula

Fot. Maria Kula

V: Uwielbiasz książki, dużo czytasz, czy śledzisz również trendy i książki o jedzeniu?

M: Nie powiedziałabym, że śledzę trendy, ale bardzo lubię książki o jedzeniu. Niekoniecznie książki, gdzie są same przepisy, bo szukam czegoś więcej. Uwielbiam te książki, gdzie jest jakaś opowieść. I co jakiś czas chodzę do księgarni, obkładam się książkami kucharskimi i sobie czytam i oglądam.

V: Czy masz ulubioną książkę o jedzeniu?  Jaka to książka  i dlaczego ją lubisz?

M: Moją ukochaną książką o jedzeniu jest książka wcale nie kucharska, tylko z esejami o jedzeniu, „Przez kuchnię i od frontu” Miry Michałowskiej. Przeczytałam ją setki razy. Jest ciekawa, dowcipna, wciągająca i smaczna!

V: Czy lubisz gotować i czy gotujesz na co dzień? Co lubisz gotować.

M: Uwielbiam gotować. Gotuję dużo, prawie codziennie. Głownie warzywa, a w sezonie zimowym wszystko z piekarnika. Lubię też piec, ciasta, a najlepiej wszystko co drożdżowe.

V: Jaka jest Twoja ulubiona potrawa? Co lubisz jeść najbardziej?

M: Chyba nie mam ulubionej potrawy, lubię różnorodność. Lubię bardzo kuchnię japońską. Zupy miso i sushi nie mam nigdy dość. Bardzo lubię owoce morza, ale nie wszystkie i nie w Polsce. Najbardziej lubię jeść to, co jest lokalne i co pasuje do pory roku. Bardzo lubię wszystkie warzywne potrawki i słodko-słone połączenia.

V: Kiedyś dostałam od Ciebie przepis na hummus.  Uwielbiam go, jest taki szybki i łatwy, a przy tym jest przepyszny. Doskonale się wpisuje w motto mojego bloga „szybko, ale niespiesznie”.  Czy możesz podzielić się jeszcze jakimś przepisem, który lubisz?

M: Oczywiście. Przepis sezonowy, który mogę jeść całą jesień i nigdy nie mam go dość: śliwki z piekarnika. W naczyniu nasmarowanym olejem kokosowym układam połówki śliwek i posypuję cynamonem. Piekę w 180 stopniach, jakieś 15 min, aż puszczą sok. Jem na ogół od razu, ciepłe, w miseczce. Ale można też dodać je do kaszy jaglanej czy owsianki na śniadanie albo zjeść z białym serem lub jogurtem – jeśli ktoś je nabiał. Na zimno na chlebie też są pyszne.

V: Jaki jest Twój przepis na sukces?

M: Nie mam takiego. Sukces nie jest moim celem. Wolę szczęśliwe życie.

V:  A co oznacza dla Ciebie szczęśliwe życie?

M: Takie w którym jest mi dobrze.

V: Dziękuję za rozmowę.

Gościem ROZMOWY ZE SMAKIEM była Maria Kula. Więcej informacji o pisaniu i o tym co z pisaniem się łączy można znaleźć na stronie www.mariakula.com

*  Dla wyjaśnienia – serwis Lifetramp.com tworzy społeczność mentorów-pasjonatów dzielących się swoim doświadczeniem z osobami, które przez jeden dzień chciałyby spróbować czegoś nowego.

Print Friendly

Zostaw Komentarz